DSCF5596

Biega się z różnych powodów, dla zdrowia, dla spokoju, dla wyglądu, dla podniesienia własnej samooceny, dla szczęścia. Jakikolwiek powód – każdy dobry. Nie ma sensu nawet rozważać dlaczego, byle to robić. Ale jak w przypadku każdej sprawy, można jej nadać głębsze znaczenie. Można biegać dla szczęścia innych. I to nie dlatego, że wyszło się z domu i wreszcie reszta domowników ma spokój i wolny komputer.

Zmieniając nieco temat – biegać można we wszystkim, byle odpowiednio do pogody. Nie trzeba kupować super hiper ultra wypasionego kombinezonu. Mając dystans do siebie można się przebrać. I nawet nadać temu głębszy sens. Sens w przebierance – no nieźle…

Zmieniając temat po raz kolejny, ale żeby nie było, jakoś nadal dotyczący biegania. Czy wiecie dlaczego święty Mikołaj, choć był biskupem ma czapkę jaką wszyscy znamy? Otóż to wina Coca-coli, która od przeszło 80 lat przekonuje nas wszystkich, że tak, a nie inaczej powinien wyglądać facet dający prezenty. I to dwa razy w roku w niektórych krajach. Prawdziwy święty Mikołaj ubierał się stosownie do piastowanej funkcji głowę wieńcząc mitrą i podpierając się pastorałem. „Prawdziwy” to znaczy, że żył naprawdę, naprawdę pomagał potrzebującym, a rocznica jego śmierci przypada 6. grudnia. Coca-colowy Mikołaj, którego wizerunek stworzył w 1931 roku Haddon Sundblom ma czerwony płaszcz, milusią czerwoną czapkę i oczywiście zacną brodę.

DSCF5497Od paru lat idea połączenia wszystkich trzech aspektów zaczyna intensywnie eskalować w postaci BIEGÓW MIKOŁAJOWYCH. Po pierwsze trzeba biec, po drugie bieg ma pomóc innym, po trzecie – trzeba się przebrać. Biegnąc, każdy może zostać świętym Mikołajem. Pomaga się wprost uiszczając opłatę wpisową, z której część wesprze innych, czy wrzucając do przysłowiowych puszek. Lub pośrednio – gdy za określony przebiegnięty odcinek sponsor wpłaca kasę na szczytny cel. Ale przecież pomoc udzielana jest jeszcze na innej płaszczyźnie, takiej mniej uchwytnej. Przebieramy się, pokazujemy, że nawet wyglądając „specyficznie” chcemy coś zrobić, bo po prostu nam się chce. Pokazujemy, że niezależne od wyglądu, postury czy możliwości fizycznych, finansowych, możemy pomagać. A może właśnie wówczas zainspirujemy kolejną osobę do wsparcia innych? Tego nie wiadomo, ale czyż nie warto próbować?

Jak głosi bajka miejska, poznaniacy nie mają dystansu do siebie, no i jeśli chodzi o kasę, to tacy trochę szkoccy jesteśmy. Ale ostatni weekend pokazał, że „dystans” mamy, ale przede wszystkim do przebiegnięcia i chcemy to zrobić wspólnie, by wesprzeć innych.

W sobotę można było pobiec 10 km na urokliwej trasie nad jeziorem Strzeszyńskim. Miejsce świetnie znane aktywnym fizycznie poznaniakom, cisza, spokój, wyzywające chwilami podbiegi. Tym razem do pokonania w mżawce były dwie pętle. Na starcie dla 1400 zawodników mikołajowa czapka – ta milusia czerwona, brodę można było wyhodować samemu. Na mecie odlewany medal. I najważniejsze, a jednocześnie takie proste – każde 5 złotych z wpisowego przeznaczone na wymianę pościeli w Domu Dziecka w Wągrowcu. I słodycze zbierane w dniu biegu dla dzieciaków.

DSCF5502Niedziela 7. grudnia, mżawka odpuściła. Malta zmieniła się w trasę dla tysiąca Mikołajów. Niektórzy przybyli ze swoimi saniami, reniferami i brodami. Milusie czerwone nakrycia głowy obowiązkowe. A wszędzie wyczuć można nieprawdopodobną chęć do wsparcia potrzebujących. Każdy przebiegnięty kilometr to złotówka przeznaczona na szczytny cel.

Fundacja Lotto Milion Marzeń w tym roku w naszym mieście wsparła Drużynę Szpiku. Drużynę, która chciałaby zmienić się w Armię by pomagać chorym na białaczkę dzieciom. Tysiąc Mikołajów pomaga Drużynie Szpiku, by ta wspierała chore dzieci. Myślę, że Święty Mikołaj (ten w mitrze) całym sobą wszedłby w to.

Bieganie, podobnie jak i pomaganie innym uwalnia hormony szczęścia. Ależ dużo szczęścia uwolniło się ostatnio nad Poznaniem!

Olga J.

GALERIA_mikolaje GALERIA_mikolakowy