magdalena mejer
fot. Magdalena Mejer, www.dziewiczagorabiega.pl

Pierwsze wrażenia po przyjeździe do Dziewiczej Bazy? Duużo samochodów. Później się dowiedziałem, że wystartowało ponad 150 osób. Rejestracja przebiegała sprawnie, ale mimo to start opóźnił się, bo nie wszyscy zdążyli do 11.00. Z 10-minutowym poślizgiem bieg ruszył.

Na pierwszych kilkuset metrach tempo było mocne, biegłem w ścisłej czołówce. Oczywiście po dłuższej chwili odpadłem z grupy i złapałem swój rytm. Już na pierwszym podbiegu najlepsi znaleźli się poza zasięgiem wzroku, co na krętej i pagórkowatej trasie oznacza jakieś 100-150  metrów. Na pierwszej górce okazało się też, że bieg będzie trudniejszy niż poprzednio, w październiku. Na ścieżkach zalegało dużo wilgotnych, śliskich liści, które na dodatek zakrywały wystające korzenie. Trzeba zatem było uważać, szczególnie przy zbiegach, bo realna stała się wywrotka i ewentualne obrażenia. Na niektórych odcinkach do liści dochodziło jeszcze bardziej śliskie błoto. Utrzymywałem tempo, biegłem gdzieś w trzeciej grupie, coraz szczuplejszej, bo nie wytrzymywali kolejni zawodnicy. W końcu przyszedł czas na pierwszy ostry podbieg na szczyt. Nachylenie średnie, ale długość około 200 metrów robi swoje i z ulgą dostrzegłem światło wychodzące zza wieży na Dziewiczej Górze. Teraz ostre zbieganie na sam dół na poziom startu. Po podbiegu zostałem już sam z zawodnikami w zasięgu wzroku przede mną. Po kilku minutach zobaczyłem polanę, pojawili się fotografowie i kibice. Teraz drugi podbieg na szczyt. Tym razem całą wysokość pokonuje się za jednym razem, na 300-400 metrach, więc drugi raz Dziewiczą Górę witałem z łomotaniem w klatce piersiowej i mroczkami przed oczyma. Później już tylko naprawdę stromy zbieg dla odpoczynku, żeby szybko się zregenerować przed płaskim odcinkiem, gdzie można już dać maksymalne tempo. Meta! 5 km pokonane. Nawet nie spojrzałem na czas, ale ważne, że są rogaliki, banany i gorąca herbata.

biegacz-amator

8.11.2014

GALERIA_gp2