asia_biega_nad_morzem2

Emil Zatopek mówił, że jeśli chce się coś wygrać, należy biec na 100 metrów. Jeśli chce się czegoś doświadczyć – trzeba przebiec maraton.

I większość znanych mi biegaczy chce – dla samego doświadczenia – choć raz pokonać 42 kilometry, doświadczyć tego, o czym mówił Fred Lebow, biegacz i założyciel maratonu w Nowym Jorku: „Maraton jest charyzmatycznym wydarzeniem. Zawiera wszystko. Dramat. Rywalizację. Koleżeństwo. Bohaterstwo. Nie każdy biegacz może marzyć o byciu mistrzem olimpijskim. Ale każdy może marzyć o ukończeniu maratonu”. Zaczyna się różnie, ja udział w imprezach biegowych zaczęłam kilka lat temu, od Biegu im. Ojca Józefa Jońca, więc mam do niego specjalny sentyment. Na tegorocznym medalu wybito hasło: „Ruch rzeźbi umysł, serce i ciało”. Wierzę mocno, że stając się lepszymi biegaczami, stajemy się też lepszymi ludźmi. Podczas tegorocznej edycji odbył się dodatkowy bieg na 500 metrów, podczas którego wspomagaliśmy finansowo chorą na raka dwunastoletnią pływaczkę, Zosię. Biegacze umieją podnosić rękę, pozdrawiając się na trasie, umieją także podawać ją tym, którzy tego potrzebują.

Bieganie pomaga zachowywać równowagę, nadaje dniom właściwy rytm. Im jest gorzej, tym lepiej się biega. Im jest lepiej, tym lepiej się biega. Cokolwiek się robi i jakkolwiek jest, biega się.

Zwykle biegam z muzyką w uszach i często mam wtedy wrażenie, że oglądam film: sceny z ludźmi kończącymi spotkanie, kadr z parą wyprowadzającą psa, z kobietą wyglądającą przez okno, dzieckiem upuszczającym coś, wszystkie te codzienne sytuacje nabierają szczególnego rysu. Biegnąc z kanonem Pachelbela, mam wrażenie, że świat się buduje z każdym krokiem.

Na zorganizowanych biegach warto wsłuchać się w tupot stóp. To na początek. Bo właśnie organizuję playlistę na Bieg Powstania Warszawskiego w Warszawie.

Joanna Roszak